Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

„BezNAZWY

Piszą o nas !!

HISTORIA TEATRU SZKOLNEGO

Z pewnością wydarzenia o charakterze parateatralnym, okolicznościowym i kabaretowym obecne były w szkole zawsze (wystarczy chociażby wspomnieć kabaret pana Wojciecha Dąbrowskiego czy też działania teatralne Grażyny Soczyńskiej z legendarnymi balladami Mickiewicza), ale dopiero od 1996 roku w Zespole Szkół pojawił się na stałe zespół teatralny. Oto krótkie jego dzieje. Początek działalności wiąże się z istniejącą jeszcze wówczas Szkołą Podstawową nr 4. To wówczas jako młody polonista po studiach, gdy nie „wypaliły” zajęcia filmoznawcze, postanowiłem założyć teatr. Początek zespołu to była klasa 5 SP. Pamiętam, że chodziły do niej Basia Ziółkowska, Kasia Łapacz, Wiktoria Czyżewska, Ewa Tryhubczak, Tomasz Grochowiak, Grzesiek Antosik (przepraszam tych, których nie wymieniłem). To wówczas narodził się pomysł zabawy w teatr. Pierwsze przedstawienie odbyło się w świetlicy szkolnej i miało charakter raczej kameralny. Na sali było niewielu nauczycieli, rodziców (głównie aktorów), jedna lub dwie klasy. A na scenie adaptacja bajki Ignacego Krasickiego „Przyjaciele”. Pamiętam, że spektakl, mimo że „robiony” przez dzieci, był bardzo zaangażowany: chodziło o Unię Europejską i o przyjęcie do niej Polski – jeżeli pamiętacie bajkę, to zającem był Polak, Niemcem kozioł, krową Francuzka itd. A na koniec dla aktorów były słodycze i kwiaty. A potem już poszło. W następnym roku kolejna premiera. Tym razem adaptacja powieści Małgorzaty Musierowicz „Kwiat kalafiora”. Zespół prowadzą Mirosława Żmudzińska-Krywienko i Jarosław Kotliński. Aktorzy prawie ci sami. Praca nad tekstem i pierwszy występ przed całą szkołą w sali widowiskowej MOK-u (a współpraca ta trwa aż do dzisiaj). Gromkie brawa, a potem wyjazd na przegląd teatrów do Kamiennej Góry, gdzie dostajemy prawdziwe baty. Uczy to nas pokory. Następne lata to kolejne spektakle. W 1998 r. wystawiamy montaż „Miłość w lekturach”, a w 1999 r. adaptację sztuki barokowego pisarza hiszpańskiego Calderona de La Barca „Wielki Teatr Świata”. Z tym spektaklem zespół, który w tym czasie przyjmuje nazwę „Teatr bez Nazwy” w marcu 2000r. Wyjeżdża do Kłodzka na II Wojewódzki Przegląd Szkolnych Zespołów Teatralnych – również tym razem wracamy na tarczy. Ale 1999r. był przełomowy również z innego powodu. To wówczas młodzież LO wystawia z katechetą Adamem Walesiakiem „Jasełka”. To właśnie to przedstawienie zmieniło oblicze naszego teatru: było lekkie, żartobliwe, a przy tym „z przesłaniem”. Uczniowie bawili się świetnie, a rola trzech żołnierzy, którzy przez całą sztukę grali w karty i pluli słonecznikiem, przeszła do historii; podobnie jak harem króla Heroda. Pierwszym i chyba największym przebojem do dzisiaj pozostaje przedstawienie „Śnieżki”. Dowcipne, pełne humoru, dopracowane kostiumowo oraz scenograficznie, a przy tym edukacyjne, zmuszające do refleksji. Niesamowitym pomysłem okazała się zmiana odtwórcy tytułowej Śnieżki w ostatniej scenie. Oto zza kotary nie pojawiła się drobna Patrycja Pokój, ale potężny Robert Jerzykiewicz w przykrótkiej sukience, za to z potężnym biustem. Nic dziwnego, że Książę (w tej roli Dagmara Szaron) nie rozpoznał swojego wiotkiego dziewczęcia. Za to sala szalała ze śmiechu. Już wtedy ustalony został podział ról w tandemie Walesiak-Kotliński. Adam pisał scenariusze, ja zajmowałem się reżyserią. Kolejnym wspólnym  przedsięwzięciem był spektakl o królu Herodzie, w którego wcielił się Patryk Guzik. To on zrealizował zresztą szalony pomysł scenograficzny budowy szopki betlejemskiej z kilku ton siana. A klasyczny chór-komentator stał na wysokim podeście i patrzył na świat z góry. Takie pomysły rodziły się w naszych głowach, ale często w głowach naszych aktorów-uczniów. Któż, przykładowo, nie pamięta Pauliny Iwańskiej przechadzającej się po ringu, na którym walczyli Janosik (Artur Róż) z Cypiskiem (Piotr Gajewski)? A zagrana z przytupem przez Gabrysię Piotrowicz rola Kunegundy w towarzystwie „Księciunia” (Tomka Olszewskiego), Karkonosza (Ziemowita Starobrata) i skromnej Ciury, w którą wcieliła się Marta Chrząszcz? Podobnie zresztą bywało na innych spektaklach. Oto ich krótka lista: „Śnieżka 2001” (2001); „Maturek Potworny”(2002); „Niedaleko Orinoko” (2002); „Nowe szaty cesarza” (2003); „Jasełka”(2004); „Muminki” (2005); „Mikołaje” (2005); „Syreniada” (2006); „Księżniczka Krystala i bladawiec” (2007); „Janosik, czyli przygody pewnego bladawca” (2008); „Karkonosz” (2009); „Wielki Teatr Świata” (2010); „Nowe szaty cesarza 2011” (2011). A na Jubileusz zespół przygotowuje kolejny spektakl w oparciu o opowiadanie S. Lema pt. „Wielkie lanie” z tomu „Cyberiada”. Oczywiście w tym zestawie każdy może mieć swoich faworytów. Dla jednych będzie to historia o nowych szatach cesarza (tu rewelacyjne role w pierwszym przedstawieniu Patryka Guzika i w drugim Tomasza Kafla); ktoś inny wskaże opowieść o bezrobotnych Mikołajach, w których nikt już nie wierzy, lub historię pewnej zakochanej syrenki. Możemy jednak już dzisiaj podzielić historię tego przedsięwzięcia na kilka etapów. Pierwszy z nich to okres adaptacji – wówczas na tapetę szły utwory literackie przerabiane przeze mnie i Mirkę Żmudzińską-Krywienko. Drugi etap to utwory jasełkowe – wynikało to z faktu powierzenia teatrowi przedstawienia przed Bożym Narodzeniem. Trzeci okres to bajki, a właściwie ich przeróbki – czas bodajże najciekawszy do tej pory. I etap ostatni to czas fascynacji twórczością Patrona szkoły, Stanisława Lema. Wielki wkład w rozwój naszego teatru ma niewątpliwie Adam Walesiak. Jego dowcipne, ale nie pozbawione filozoficznej zadumy nad światem współczesnym teksty (wiadomo – w końcu filozof!) bawiły nie tylko widzów. Pamiętam, ileż to razy na próbach śmialiśmy się do rozpuku, gdy nagle banalny tekst stawał się bombą humorystyczną, a my już wiedzieliśmy, że więcej się nie da w tym dniu z naszych aktorów wycisnąć. Osobiście żałuję, że w tej historii nie wymieniłem pełnych składów aktorskich. Jeżeli to czytacie, wybaczcie. To nie wina braku chęci, ale pamięci. Gdzieś zaginęły zdjęcia, gdzieś pogubiły się plakaty z przedstawień. Osobiście bardzo tego żałuję, bo uważam nasz teatr i Szkolny Zespół Teatralny „bezNazwy” za jedną z piękniejszych historii, która przydarzyła mi się w życiu. Dlatego wszystkim serdecznie dziękuję za przywilej bycia w tym teatrze „reżyserem”. A jeżeli ktoś odkryje w swoich zasobach zdjęcia ze spektakli, przypomni sobie, kto jaką rolę grał – niech się odezwie. Być może wówczas uda się założyć na stronie internetowej szkoły link TEATR i tam będziecie mogli się wzajemnie odnaleźć.

 

 

Jarosław Kotliński
polonista i nauczyciel WOKu